Kim jest bohaterka?
Kiara Saaid to kapłanka bogini Sune pochodząca z Zakhary. Trafiła na Wybrzeże Mieczy w poszukiwaniu swojej córki Adii, która została porwana przez Kult Smoka. W trakcie podróży poznała Gaspara, Shina i Belmora.
Chociaż Kiara była sierotą (a przynajmniej tak uznano: matka przez całe dwa lata ciąży nie zdradziła tożsamości ojca i uznano, że zapewne jest martwy zważywszy na rosnące w siłę pirackie bandy) nigdy nie zabrakło jej miłości. Niektórzy uznaliby, że to ona sama roztaczała ją wokół siebie: płomiennorude dziewczę o wielobarwnych oczach mogących stopić każdą zatwardziałą duszę. Najniższa i najwątlejsza z plemienia firbolgów wkroczyła w dorosłość mając zaledwie 31 lat. Bez wahania oddała się służbie Bogini Piękna i Miłości.
Krótko po tym, jej wioska została zaatakowana przez Zakharańskich piratów. Na tamtych terenach zdarzało się to od czasu do czasu, ale nie na taką skalę. Schwytani mieszkańcy oczekiwali na głównym placu aż Przywódca zdecyduje czy umrą od razu czy trafią do niewoli, by zostać sprzedanym i umrzeć nieco później. Kiedy jednak mężczyzna stanął przed nimi, jego oczy nie były w stanie oderwać się od jednej z kobiet: piękności, która oczarowała go jeszcze zanim zdał sobie z tego sprawę.
Dobrowolnie spędziła z mężczyzną trzy dni na statku w jego kajutach, widząc w jego duszy, że nie jest ani bezwzględny, ani brutalny, chociaż bardzo napracował się, by inni takim go postrzegali. Mężczyzna przekonywał Kiarę do pozostania z nim na dłużej, zrozumiał, że jako oddana Bogini ma obowiązki, których nie może zlekceważyć. Podarował jej wówczas diadem z kutych róż, symbolu Sune. Nie podając sobie nawet swoich imion, by nie przywiązywać się do wspomnień, rozstali się wiedząc, że i tak nigdy nie będą w stanie o sobie zapomnieć. Piraci opuścili wioskę, zabierając wszystko, co można było sprzedać, poza firbolgami, które rozpoczęły odbudowę Lekory.
Po niecałym roku od tych wydarzeń, Kiara wydała na świat córkę, którą nazwano Adia.
Po 18 latach Kiara znów spotyka ojca Adii w bardzo zaskakujących okolicznościach. Po pomocy chłopcu pobłogosławionemu przez Lathandera, całkowicie zmienił swoje życie. Porzucił drogę piractwa i rozpoczął uczciwe życie kursując między Zakharą a Wybrzeżem Mieczy.
Czy ich spotkanie będzie dowodem na to, że stara miłość nie rdzewieje?
Wciąż czuła w ustach smak rumu i winogron, a włosy pachniały jej morską solą. Dziś wspomnienia tamtych dni odżyły w niej tak, jakby wszystko działo się wczoraj, nie osiemnaście lat temu.
Ile razy myślała o mężczyźnie, który zawładnął całym jej życiem? Ile razy myślała o mężczyźnie, który stworzył cały jej świat? Ile razy zastanawiała się jak ten mężczyzna miał na imię?
Anton. Nazywa się Anton.
Powiedział jej, że nie postarzała się ani o dzień. Chociaż jego naznaczył ząb czasu to zdecydowanie na jego korzyść: nabrał krzepy, a każda jego blizna opowiadała inną historię. Charyzma, dowcip, nieposkromiona pewność, że świat legnie u stóp jej i jego. Wszystko to pociągało ją niemal tak samo, jak kiedyś.
Może i ona się nie postarzała, ale to on się nie zmienił.
Spijała z jego ust każde słowo. Cieszyła się każdym momentem, w którym znów mogła poczuć się jak trzydziestoletni młodzik. Słodkie wspomnienie zanurzenia się w czystym pożądaniu i uczuciu…
…uczuciu, które już dawno wobec niego wygasło.
Dotyk jego skóry nie elektryzował. Jego przelotne spojrzenia na jej ciało nie wywoływały uderzenia euforii. A potem zadał pytanie.
"Czy to coś poważnego między tobą a…?"
Wzięła głęboki wdech i uśmiechnęła się. Jej serce zabiło mocniej.
Tak. Tak myślę.
Cynamon. Piasek rozgrzany promieniami południowego słońca. Delikatna woń prochu strzelniczego.
Odwróciła się ostrożnie, w ciemności spoglądając na światło księżyca odbijające się w kryształowych łuskach. Jej dłoń spoczęła na policzku śpiącego smokowca, który mruknął coś niewyraźnie przez sen.
To jest mężczyzna, który tchnął w nią wiarę i życie na nowo. To jest mężczyzna, z którym zbudowała własny, nowy świat. Ich świat.
Belmor. Nazywa się Belmor.
Westchnęła, kiedy to imię przepełniło ją od opuszków palców aż po czubek głowy. Wspomnienia o trzech wspaniałych dniach na statku stały się żartem w obliczu tego, co przygotowała dla niej Sune. Anton był przeszłością, jednym z rozdziałów jej życia, który był potrzebny, by dotrzeć do tego miejsca. Bo to Belmor, ze swoją cichą obecnością, swoją siłą i niezachwianą pewnością, stał się tym, do czego dążyła.
Stał się jej przyszłością.
Każda noc spędzona u jego boku, każdy dzień ze świadomością jego uczuć umacniały jej przekonanie, że dokonała właściwego wyboru.
Wiedziała, że wszystko, co przeszła, było tego warte. Każda łza, każdy ból, każda walka doprowadziły ją do tego momentu. Spojrzała na Belmora i wiedziała, że niczego więcej nie potrzebuje.
Jej córka weszła w dorosłe życie. Była piękna, mądra, odważna.
Jej plemię znów stało się jednością i rozpoczęło nowy rozdział w swojej historii.
Jej Bogini jest z nią. A ona jest ze swoją Boginią.
– Dziękuję, Pani. – szepnęła.
Belmor westchnął cicho. Uspokajająco dotknęła jego ramienia, by niemal od razu powietrze uciekło jej z płuc, kiedy przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej, ściskając mocno.
– Kiara. – wymamrotał. – Moja…
Wtuliła się w smokowca, zamykając oczy i rozluźniając się.
Dziękuję, powtórzyła mgliście.
A noc jak zwykle trwała zdecydowanie za krótko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz