Kim jest bohaterka?
Thessalia Ovvu z klanu Vizsla jest kobietą przed 30-stką, która niedawno została pełnoprawnym Rycerzem Jedi i otrzymała uczennicę. Jako Mandalorianka przestrzega Resol'nare i zasad Obyczaju.
Minęła godzina, odkąd Y’ve włączyła „Turbolaser IX: Potwór z Hoth”. Już po pierwszym kwadransie wiedziałam, że mogę pożegnać się z wieloma neuronami, które powoli obumierały, śledząc poczynania bohaterów.
Grupa najemników właśnie rozbrajała generator pola, gdy nagle ktoś spoza kadru krzyknął „Na gwiazdy Naboo… To się rusza!”. Zachichotałyśmy obie, chociaż czułam, że żadnej nie jest do śmiechu.
Co działo się w tamtym systemie?
Choć próbowałam odciąć się myślami od ostatnich godzin, wciąż wracało to samo pytanie. Bezwiednie odpychałam kolejne wątpliwości, nie pozwalając im rozwinąć się w pełni. Westchnęłam. Czas zwalczyć stare nawyki.
Osunęłam się niżej i oparłam głowę o ramię Y’venette. Dopiero wtedy opuściłam tamę, która momentalnie pękła.
Co takiego planuje Khan? Co się z nim dzieje? Wspomnienie chłodu w jego głosie ścisnęło mi żołądek. Czy mógł zorientować się, podobnie jak Ana, że ciemna strona może przebić się przez mgłę Yuuzhan?
Czy uznał wtedy, że to jedyne wyjście?
Zemdliło mnie.
– Będzie dobrze. – siedząca w kucki Seraya spojrzała na mnie z pocieszającym uśmiechem. – Oddychaj powoli, nie skupiaj się na tym. Znajdź równowagę.
– Och, cicho bądź. – wymamrotałam. Wyczułam pytający wzrok Y’ve, ale tylko machnęłam ręką. – Nieważne.
Od spotkania z ciotką czułam się rozedrgana. Y’venette miała rację. Nie podobało mi się to, jak dobrze Ana mnie czyta. A tym bardziej jak próbuje mną manipulować, bo nie wiedziałam, co zamierza tym osiągnąć. Z całych sił starałam się postrzegać ją jako sojusznika, ale ona skutecznie budowała moją niechęć wobec siebie.
„Najczarniejsza czerń nie jest tak czarna, byś musiała użyć Głodu”. Wiedziała, że biorę to pod uwagę. Nawet jeśli miałoby to sprawić, że już nigdy nie będę sobą lub zakończy to moje życie w ten lub inny sposób.
Czy ty też wziąłeś to równanie pod uwagę, Khan, i uznałeś, że to ryzyko, które jesteś gotów podjąć?
– Thessalio… – usta Serayi wykrzywiły się współczująco. – Wiem, że czujesz się bezradna, ale to minie. Wszystko się ułoży.
Odetchnęłam. Nie, dlatego żeby się uspokoić. Po to, by dopuścić do głosu tą jedną myśl, niosąca za sobą uczucie, które zawsze uważałam za cechę ludzi słabych.
Nadzieję.
Przecież znam Khana. Obojętnie co mogło się tam wydarzyć…
To wciąż jest on.
Pozwoliłam temu uczuciu rozlać się po całym ciele. Nie próbowałam zgasić iskry tęsknoty, która się przy tym zapaliła. Niech się tli. Niech przypomina po co to wszystko.
Daleko mi było od spokoju, który znałam, ale… to też nie było złe.
Holoprojektor zatrząsł się, kiedy trąciłam go stopą. Coś na widzie miało przypominać wybuch, ale rzadki dym i dźwięk podobny do prażących się ziaren wyglądały mało imponująco. Jedna z niewielu wciąż żyjących postaci wymachiwała właśnie zabezpieczonym blasterem krzycząc „RAAAAX! PO TWOJEJ LEWEJ! STRZELAJ!”.
– Y’ve?
– Tak?
– Nie wierzę, że to mówię, ale film Orwella wciąż jest gorszy.
Niepokój nie zniknął, ale tym razem nie uwięziłam go w ciasnej klatce jak dawniej. Błądził razem z frustracją i bezradnością gdzieś z tyłu. Jak cień, który nie może istnieć bez światła tęsknoty czy czułości.
A ja wreszcie pozwoliłam sobie wierzyć, że Khan też wciąż widzi to samo światło. Przecież nie skrzywdziłby Dharana, którego traktował jak brata. Nie stanąłby w opozycji do wszystkiego, w co wierzył. Każdy: ale nie on.
Wid skończył się, ale żadna z nas nie podniosła ręki, by włączyć kolejny. Holoprojektor jeszcze przez chwilę migał, aż w końcu ekran zgasł, zostawiając nas w półmroku i nienaturalnie cichych silników.
Może w tym właśnie tkwi sens nadziei. Jeśli to oznacza, że jestem słaba…
Ścisnęłam lekko rękę Y’ve. Bez słowa odwzajemniła gest.
Tak. Byłam w stanie jakoś to przełknąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz