Kim jest bohaterka?
Kiara Saaid to kapłanka bogini Sune pochodząca z Zakhary. Trafiła na Wybrzeże Mieczy w poszukiwaniu swojej córki Adii, która została porwana przez Kult Smoka. W trakcie podróży poznała Gaspara, Shina i Belmora.
Poniższa historia dzieje się z perspektywy Belmora – niegdyś nieokrzesanego łowcy głów, teraz równie nieokrzesanego Szpona Zakonu Platynowego Smoka. Będąc dzieckiem był świadkiem zniszczenia wioski ametystowych smokowców w czasie bitwy smoków chromatycznych z metalicznymi. Do teraz pozostaje jednym z niewielu ametystowych smokowców pozostałych na całym kontynencie.
W związku z byciem Szponem, Belmor podąża własnymi ścieżkami, jednak wszystkie drogi zawsze prowadzą go znów do jego ukochanej – kapłanki bogini miłości Kiary.
Podczas spędzania nielicznych chwil razem, nie tylko cieszą się sobą, ale także dzielą swoimi wątpliwościami i strachem, których nie brak podczas wojny ogarniającej całe Wybrzeże. Dotyczą one zwłaszcza ich najbliższych przyjaciół. Mnich Shin niedawno zawarł pakt z istotą podającą się za jego przodka, natomiast zaklinacz Gaspar chce poddać się rytuałowi, by jego matka odzyskała możliwość powrotu do Feywild.
Podciągnęła prześcieradło, ale ty wiesz, że to tylko pozory. Za dobrze znasz jej wzrok, by dopatrywać się w tym skromności. Chciała je po prostu ściągnąć z ciebie.
- Czasem zapominam, jaki jesteś młody. – powiedziała miękko, błyskając oczami, które po chwili z czerwieni zmieniły się w błękit. Jak zwykle nie potrafisz dopasować jej emocji do tych kolorów, ale jej to nie przeszkadza, więc czemu miałoby tobie. – Może powinnam ograniczyć mówienie ci, jak się martwię? Wypadam przez to na jeszcze starszą od ciebie niż jestem.
Wstała i nalała sobie kielich wina. Nie zdziwiło cię, że nie zapytała czy też chcesz się napić. Wyraźnie zaznaczyła, że z tej butelki pije tylko ona. Niekoniecznie ciekawi cię wpływ wina ze świątyni Sune na nie-kapłanów. Już i tak wystarczy ci ten obezwładniający zapach ciągnący się za Kiarą, kiedy jesteście we dwoje. Cholera, niby to nie magia, ale jesteś pewien, że to magia.
- Wiem, że i Gaspar, i Shin to dorośli, wspaniali mężczyźni. – oblizała wargi. Czy oni uczą tego w szkółkach dla kapłanek? Chciałeś coś powiedzieć, ale zamknąłeś usta. Wiesz, że kiedy Kiara zaczyna myśl, lepiej pozwolić, żeby to z niej wypłynęło. – Ale też są młodzi. Zmienni. Belmorze, JA się zmieniłam, a co dopiero wy. – uśmiechnęła się nieco pobłażliwie. Uniosłeś wargę pokazując kły, ale to rozbawiło ją chyba jeszcze bardziej. – Nie zrozum mnie źle. Po prostu myślałam, że jestem dość… stateczna. Ukształtowana. A Pani Sune i tak mnie zaskoczyła pokazując mi to… – powoli przesunęła wzrok po tobie. Nawet nie drgnąłeś. – …wszystko.
- Ale przez jakiś czas cię teraz nie było. – westchnęła i odstawiła pusty kielich. Szybka jest. – Widzisz, Shin podjął pewne decyzje. W moich stronach przodkowie to ważna część życia codziennego. Czy zrobił dobrze, czy źle to się zapewne okaże, ale niepokoi mnie coś innego. Kiedy zabijał Arauthatora w jego oczach było coś… – zadrżała. Czy na jej twarzy przez chwilę widziałeś cień strachu? – Dziwnego. Jakaś żądza. Mord. A równocześnie takie zdecydowanie, że niemalże brak jakichkolwiek emocji. Martwię się, że… on się w tym zatraci, wiesz? Tak samo jak wtedy na bagnach. Że wszystko będzie wydawać się w porządku, ale w jakimś momencie przekroczy granicę. Widziałam już, jak dobrzy, prawi ludzie się gubią. A Shin jest taki… niewinny.
Może i nie kojarzysz tych kolorów. Może i umykają ci niuanse. Ale taki głos Kiara ma tylko wtedy, kiedy mówi o konkretnej osobie. O swojej córce. Czy Shin jest dla niej jak syn? Boi się, że znów ktoś zabierze jej dziecko?
Nie wiesz czy to połączenie tego, co powiedziała o twoim wieku z tym, co sobie uzmysłowiłeś, ale jakoś nagle to, że jesteś z kobietą, która ma dziecko w prawie twoim wieku stało się dziwnie namacalne. Spojrzałeś na nią. Na skórę, która nosiła na sobie oznaki bycia matką. Zauważyła twój wzrok. Uśmiechnęła się w odpowiedzi. Podoba ci się to, że ona lubi kiedy na nią patrzysz.
- Och, już daj spokój. – owinęła się szczelniej prześcieradłem. Teatralność tego gestu sprawiła, że przewróciłeś oczami. – Chodzi mi o to, że… mam nadzieję, że czas, który spędza teraz z Bahamutem i to, że czuje jego wsparcie, mu pomogą. Że to pozwoli mu nie zdradzić swoich ideałów. Żałuję, że Gaspar nigdy nie poczuł ciepła wiary. – westchnęła z widocznym smutkiem. – Za każdym razem, kiedy go pytałam o powrót do Womford mówił, że po prostu podda się temu rytuałowi. Nie ufam Grizeldzie, Belmorze. Ani żadnej z tych kobiet. Nie ufam nikomu, kto siłą i czarami wywołuje uczucie w innych ludziach. To przeciwko wszystkiemu, czym jest Pani Sune. Przeciwko naturze. – oburzenie w jej głosie było tak namacalne, że aż uniosłeś brew. Prychnęła cicho, na co jeszcze bardziej się zdziwiłeś. – Miłość jest wspaniała. Ból odrzuconej czy nieodwzajemnionej miłości również. Cieszę się, że Pani Sune pokazała mi, że nie muszę czuć tylko bólu. Cieszę się, że ty mi to pokazałeś. – lubisz ten uśmiech. W taki sposób patrzy tylko na ciebie. Czy ty też wyglądasz jakby ktoś cię walnął pogrzebaczem w łeb, kiedy patrzysz na nią? – Co nie zmienia faktu, że ten ból też jest jej miły. Nie można go sztucznie odrzucać, kreując uczucie, które nie istnieje. Po prostu tak się nie godzi. Ale rozmawiamy tu o Gasparze, a nie o wyjątkach i dogmatach teologicznych.
Założyła kosmyk włosów za ucho. Te ogniste pasma do niej pasują. Wydaje ci się, że robią się jaśniejsze, bardziej żywe, kiedy jej na czymś zależy. Kiedy emocje zaczynają się z niej wylewać. A że zdarza się to często… Tak, Sune wiedziała, co robi.
- Obiecałam, że już nie będę poruszać z Gasparem tego tematu. To jego życie, jego wybór. Mam tylko nadzieję, że to przemyślał… Teraz jest chyba za bardzo zajęty tym swoim „biurem”, żeby wziąć pod rozwagę implikację bliskiego kontaktu z fey. – zmarszczyła nos. Może nie była zadowolona z działalności Gaspara, a może nie lubiła fey. Tobie to wszystko jedno. Politbiuro wisi ci na równi z wróżkami z innego wymiaru. – Oczywiście, że mu pomogę. Nie mam zamiaru znowu stracić kogokolwiek z mojej rodziny. Ale tego chyba nie muszę mówić.
Oderwała winogrono z kiści leżącej na wielkiej tacy. To akurat byś zjadł, ale nie chcesz jej przerywać czymś tak błahym. Może później znowu pokaże ci tę sztuczkę z wiśniami, co ostatnio.
- Cieszę się, że dotarłeś tu później, Belmorze. – coś w jej głosie sprawiło, że spojrzałeś na nią w skupieniu, a zawiązywanie wisienek językiem stało się mało ważne. – Powinniśmy się spodziewać tego ataku kultystów. JA powinnam przewidzieć, że będą chcieli przyjść po Adię. Gdyby nie Flint… – uniosła głowę i zamarła w dziwnej pozie. Znasz to. Nie chce, żebyś widział, jak łzy lecą jej po policzkach i rozmazały makijaż. – Na szczęście Flint tam był. – pociągnęła nieznacznie nosem, a z jej twarzy nie można było nic wyczytać. – Może we Wrotach Baldura będą bezpieczniejsi. Chociaż żałuję, że moja córeczka musi przez to wszystko przechodzić. Ledwie zaaklimatyzowała się tutaj. Wiesz, nigdy nie podróżowałam z nią, kiedy mieszkaliśmy w Lekorze… To znaczy w naszej dawnej wiosce. Sama rzadko musiałam opuszczać nasz dom. Nie chciałam ryzykować, że Adii stanie się krzywda. Wiedziałam, że inne wioski są bardziej narażone na pirackie podboje. Nasza natomiast… wierzyłam, że nasza jest bezpieczna. Miałam ku temu swoje powody. Nic nie działo się przez 17 lat, a potem kult najął jakichś zbirów. – pokręciła głową. – Nie wracajmy do tego. Ale mogę ci powiedzieć czego się dowiedziałam. Mój lud opuścił stolicę. Założyli nową osadę. Daleko na północy Zakhary, wysoko na skraju urwiska. Czy to nie… niesamowite? – uśmiechnęła się nagle. – Odrodzili się. W miłości, we wspólnocie, w rodzinie. Wiem, że modlą się za nas. A ja wspieram modlitwą ich.
Wcześniej mówiła, że nie chce wracać do Zakhary. Ale sposób, w jaki to opowiada… Zacząłeś mieć wątpliwości. Może będzie chciała na tamtej skale zbudować kościół Sune czy jakoś tak?
- Wyrozumiale przyjęli, że raczej już nigdy mnie nie zobaczą. – twoje rozważania zostały zdmuchnięte jak domek z kart. – Chociaż może kiedyś… Wiesz, Wielkie Piaski są dobre dla łusek. Polerują je i czyszczą. – po chwili dotarło do ciebie, że ona nie mówi o sobie, bo przecież nie ma łusek. Sprawdziłeś to dokładnie. – Ale to może kiedyś. – powiedziała szybko, widząc twoją minę.
- Bo widzisz, zastanawiałam się nad czymś jeszcze. Nad twoim pytaniem, które zadałeś Pani Sune. I uznałam, że bez względu na jej odpowiedź… Pomogę ci to sprawdzić. – nie jesteś pewien czy dobrze zrozumiałeś, a ona z łatwością to zauważyła. – Kiedy uporządkujemy wszystkie sprawy z Kultem, ruszę, żeby znaleźć twoich pobratymców. Możemy iść razem, możemy się rozdzielić. Nie wiem, jak potoczą się nasze losy. Ale obojętnie od tego, czy wciąż będziemy jednością, czy też nasze drogi się rozejdą: to właśnie mam zamiar zrobić. Wierzę, że oni gdzieś tam są, Belmorze. A ty zasługujesz na to, żeby ich odnaleźć. A jeżeli takie są też twoje pragnienia to zasługujesz i na to, żeby założyć rodzinę z kimś, kto też zawsze będzie lśnił jak ty. Nie. – uniosła dłoń, kiedy chciałeś coś powiedzieć. – To nie rozważania czy coś, z czego musisz się tłumaczyć lub podejmować teraz decyzję. To tylko jedna z wielu dróg, Belmorze. Biorę ją pod uwagę. I mówię ci o tym, żebyś nigdy nie czuł, że czegoś od ciebie wymagam. Ach, wybacz. Aktualnie wymagam. – uśmiechnęła się drapieżnie. – Wymagam, byś poświęcił mi dziś bezwarunkową uwagę. Mam nadzieję, że spełnisz tę prośbę.
Zrobiła krok, ale byłeś już na to gotowy. Cały ten czas widziałeś, jak prześcieradło plącze się jej między nogami. To była kwestia czasu. Próbując ruszyć do przodu nadepnęła na jeden koniec materiału. Jeden trzask i złapałeś zaskoczoną kapłankę, która nie miała już czym udawać skromności.
- Dobrze, że jesteś. – wyszeptała.
Jej oczy i głos były pełne czegoś, za czym tęskniłeś ostatnie tygodnie na szlaku. I chyba znalazłeś potwierdzenie, że i ona za tobą tęskniła. Dziwne uczucie. Nie wiesz czy ktoś kiedykolwiek za tobą tęsknił. Ale nie masz teraz czasu się nad tym zastanawiać. Przecież o coś cię poprosiła, a dziś masz dobry humor na spełnianie próśb.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz