Kim jest bohaterka?
Thessalia Ovvu z klanu Vizsla jest kobietą przed 30-stką, która niedawno została pełnoprawnym Rycerzem Jedi i otrzymała uczennicę. Jako Mandalorianka przestrzega Resol'nare i zasad Obyczaju. Przeżyła jednak traumatyczne zdarzenie podczas Prób, co dogłębnie ją zmieniło.
Czy to, co teraz czuję to… szczęście?
Nie jest idealne. Nie jest pozbawione trosk i ukłuć bólu. Ale…
Gwar przy stole był oszałamiający, mimo że zasiadło przy nim niewiele osób. Erro i Jasira nieustannie opowiadają historie swoich podbojów, przerywając je niewybrednymi uwagami na mój temat, poprzetykanymi gromkim śmiechem naszej trójki. Ledwie łapałam oddech, a brzuch bolał mnie od ciągłego chichotu.
Czy ja kiedyś “chichotałam”? Może kiedy ostatni raz siedzieliśmy wspólnie przy tym stole lata, lata temu.
Zadaję sobie pytanie dlaczego tu są. Wiem, że nie mieli eskortować Gianny, przecież zostali wysłani przez wuja w pogoń za Rauthem. Czy to jedna z tych spraw, które w naszej rodzinie nie wymagają odpowiedzi?
Chciałabym, żeby tak było.
Rodzice nie mogą oderwać od nas wzroku. Myślą, że nie widzimy jak trzymają się za dłonie pod stołem. Nie muszą nic mówić. My też nie. Przecież wiemy.
Mimo tego podeszłam do mamy, chwyciłam jej ramiona i przycisnęłam ją mocno do siebie. Ojciec uśmiechnął się, a rodzeństwo dokuczliwie wykonało pantomimę małego dziecka wskazując na mnie. Rozbawił mnie ich teatralny sprzeciw, gdy matka objęła również nich.
Spojrzałam na resztę pokoju. Uśmiechnięta twarz bolała mnie od ciągłego używania mięśni, o których istnieniu niemal zapomniałam.
Orwell tłumaczył właśnie Mediemu, że prawdziwy dżentelmen zagryza wódkę kostką lodu. Fortis i Gianna przytakują mu, nieudolnie ukrywając rozbawienie na widok zmiany koloru skóry pantoranina z niebieskiego na zielony. W bardzo dyplomatyczny sposób pytają go jak znosi przeciążenia w myśliwcu, skoro na ziemi pokonuje go kieliszek samogonu dziadka Ovvu.
Tak, legendarny samogon wyciągany tylko na specjalną okazję. Erro jako nastolatek kiedyś trochę wykradł… nie wychodził z toalety przez cały wieczór wydając dźwięki niczym bantha w rui. Postanowiłam, że dziś zachowam to wspomnienie dla siebie.
Wśród morza barwnych uśmiechów znalazły się jednak też takie, na które nie potrafię patrzeć zbyt długo.
Czy odczuwam nieprzyjemne, obce mrowienie, gdy widzę, jak Dharan spogląda na Y’venette, gdy ta swobodnie przeczesuje jego włosy? Tak. Fascynacja jego osobą nie przeszła mi od Yavinu. Zbeształam się w myślach.
Kim byłabym spoglądając krzywo na ich uczucie?
Uwaga Gianny o tym, że nie znam Dharana, trafiała w sedno. To Y’ve go poznawała. I w końcu przejrzała przez maskę arogancji oraz pewności siebie, o której powiedziałam jej nie tak dawno temu w stołówce Akademii. Cieszy mnie to. Oboje zasługują na ciepło i radość. Na to, żeby patrzeć na siebie tak, jakby byli zwycięzcami, a nagroda przeszła ich najśmielsze oczekiwania.
Spojrzałam na Fortisa, który z czcigodnym uwielbieniem obserwował Giannę, gdy ta rzucała wiadrem w kierunku Mediego. Przeniosłam wzrok na Orwella zabierającego z linii strzału cybernetyczną nogę, którą pogłaskał uspokajająco z troską. Zerknęłam w kierunku rodziców wpatrujących się w siebie z dokładnie takim samym uczuciem, jakie widziałam u nich całe życie.
Przeprosiłam wszystkich, tłumacząc krótko, że muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Moje zaburzenia percepcji spowodowane alkoholem były o dziwo w dość znośnym stanie. Czułam jednak, że potrzebuję chwili dystansu.
Zmarnowany Medi odprowadził mnie wzrokiem. Mimowolnie uśmiechnęłam się na myśl, że zdecydowanie długo będzie wspominał mandaloriańskie uroczystości. Najpewniej to jemu przydałaby się chwila odpoczynku, ale mogłam myśleć tylko o tym, że przynajmniej mu się nie nudzi.
Podeszłam do barierki odgradzającej taras widokowy od przepaści. Wilgotny wiatr przyjemnie uderzył w moją skórę. Otrzeźwiał. Dodawał perspektywy.
Musiałam przypomnieć sobie, że pociąg fizyczny jest tylko chemiczną reakcją. Odpowiedzią biologii na imperatyw rozmnażania. Niczym więcej.
Dharan nie szanował moich granic. Najpierw ten wieczór na Yavinie, później „wspólna” noc. Objęłam się dłońmi, chociaż wcale nie było mi zimno. Uwielbiałam i jednocześnie nie znosiłam, kiedy on mnie dotykał. Rozpraszał. Sprawiał, że nie kontrolowałam reakcji własnego ciała.
Odetchnęłam głęboko, po czym długo wypuszczałam powietrze wpatrując się w górzysty horyzont.
Różnimy się jak dzień i noc. Ciągła walka, nieustanne starcia charakterów, ciągłe wyzwania. Diametralnie inne spojrzenie na świat, na życie, na Obyczaj i Kodeks. Czy to tylko fizyczność czy może fascynuje mnie, a wręcz imponuje coś zupełnie innego?
Wolność. Nieskrępowana, wykrzyczana całym sobą wolność.
Spojrzałam na swoje dłonie. Większość życia byłam własnym więźniem. Niewolnicą strachu, poczucia winy, bezsilności.
Zerwałam łańcuchy tych słabości, chociaż nie zniknęły. Nie chcę pozbywać się tych blizn. Wiem, że będą mi towarzyszyć, ale nie będą już boleć. Nie będą zatrzymywać.
Starzec dał mi dużo do myślenia. I chyba po raz pierwszy zrozumiałam wiarę Luke’a. Zrozumiałam na czym polega bycie Jedi. Bo w każdym znajduje się cząstka, o którą warto walczyć.
Odetchnęłam głęboko.
Zdałam Próby.
Jestem Mandalorianką.
Jestem Rycerzem Jedi.
Jestem Uczennicą i Mistrzynią. Przyjaciółką. Siostrą. Córką. Wnuczką.
Jestem Thessalia Ovvu z klanu Vizsla. Thess. Pierdzioszka. Pani Kij-w-Tyłku.
Podniosłam rękę do góry i rozpuściłam włosy. A kiedy wiatr odrzucił je w tył roześmiałam się.
Czuję ból i przygnębienie. Niepewność jutra.
Czuję siłę i spokój. Pewność, że cokolwiek nadejdzie będę gotowa.
Każde równoważy drugie. Nie ma radości bez smutku. Nie ma chaosu, jest harmonia.
Ktoś ze środka głośno domaga się mojej obecności. Uśmiechnęłam się i bez wahania pognałam w kierunku wnętrza.
A więc tak to jest być szczęśliwym...
Podoba mi się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz