sobota, 15 marca 2025

Nie uratujesz każdego - Kiara Saaid

 Kim jest bohaterka?

Kiara Saaid to kapłanka bogini Sune pochodząca z Zakhary. Trafiła na Wybrzeże Mieczy w poszukiwaniu swojej córki Adii, która została porwana przez Kult Smoka. W trakcie podróży poznała Gaspara, Shina i Belmora.

Kiara, Shin i Gaspar wracali właśnie z Luskan oraz dalekiej północy Wybrzeża Mieczy. Świętując zwycięstwo nad Arauthatorem, smokiem nazywanym „Białą Śmiercią”, zmierzali do Waterdeep, by zdać raport o tym, że niestety Draakhorn został już przeniesiony do siedziby Kultu Smoka.

Widząc miasto na horyzoncie, Kiara odprężyła się, lecz nie na długo. Odezwał się do niej głos kobiety, z którą łączyła ją wspólna przeszłość. Talis, członkini Kultu, pomogła jej odnaleźć Belmora na Zamku Skyreach. Kiara miała ogromna nadzieję wyrwać czarodziejkę z łap kultu, jednak wszystko potoczyło się nie po jej myśli. 


Migoczące w oddali światła Waterdeep były tak blisko, a tak daleko zarazem. Kiara odetchnęła głęboko, niemal krzycząc wewnętrznie z radości. Wracali: cali i zdrowi. Już niedługo Adia znajdzie się w jej objęciach. Jeszcze tylko trochę, a znów będzie budzić się obok Belmora. Każdego poranka zaśmieje się na widok wdzięczności w oczach Gaspara i Shina, kiedy przyniesie im gorące, pachnące cynamonem wypieki. Wszystko będzie tak, jak powinno być. 

I wtedy poczuła znajomy ucisk w umyśle, zmuszona wpuścić do środka głos. Znajomy głos kogoś, o kim myślała niemal codziennie. Wystarczył moment spojrzenia w oczy czarodziejki, która od razu wzbudziła szacunek i podziw tworząc cienką nić porozumienia.

– Coś ty sobie myślała, Kiaro. – powiedziała miękko Talis. – Nie wiem, co chcieliście osiągnąć. Był tak majestatyczny, tak piękny, jedyny w swoim rodzaju… Biel jego rozpostartych skrzydeł, masywne ciało nieporównywane urodą z niczym, co istnieje….

Kiara zacisnęła dłonie na udach, oddychając w nierównym tempie. Od tak długiego czasu chciała skontaktować się z Talis. Odnaleźć tę nić, która kiedyś pozwoliła ocalić im Belmora. Może nawet walczyć u jej boku w nadchodzących potyczkach. Co powinna zrobić?

– Ale nic straconego. – głos Białej Smoczej Mówiacej był opanowany, ale zaskakująco… usatysfakcjonowany. – Wasze działania przybliżyły mnie do spełnienia moich własnych dążeń. Dziękuję za pomoc, Kiaro. To było nieocenione z twojej strony.

Czy ona… czy ona chce zastąpić jeźdźca Arveiaturace?

– Chcę ci powiedzieć już tylko jedno. – kapłanka znów skupiła pełną uwagę na słowach Talis. – Chcę, żebyś wiedziała, Kiaro, że już nigdy więcej ci nie pomogę. Nigdy już nic dla ciebie nie zrobię. Wszystko, co miałyśmy sobie do powiedzenia, zostało już powiedziane. A następnym razem, kiedy staniesz naprzeciwko mnie, nie okażę żadnej słabości. Ani łaski.

Cisza, która zapadła po tych słowach, zagłuszyła szum fal.

Co mam jej odpowiedzieć?

Cały ten czas miała nadzieję, łudziła się, że dla Talis jest jeszcze szansa. Że wybranie przez niej Kultu było jedynie wynikiem fascynacji, może ambicji. Tak bardzo chciała mieć tę intrygującą, pełną pasji i charyzmy kobietę u boku swojej Rodziny. Poznać ją. Pokazać inne życie, inny świat.

I przez chwilę przed oczami stanęła jej Selma. Zielona dziewczyna borykająca się z klątwą lub chorobą. Gdzie mimo szczerych chęci Kiary, Selma nie pozwoliła sobie pomóc.

Nie da się uratować każdego.

Kapłanka uniosła głowę, wpatrując się w zbliżające się światła miasta. I kolejne wspomnienia zaczęły wypływać na powierzchnię, jedno po drugim.

Derek. Tak młody, tak pełen życia i chęci sprawdzenia się. Miał plany, marzenia. Wszystko to zostało mu odebrane przez Kult jednym celnym uderzeniem miecza. Tylko dlatego, że chciał pomóc mieszkańcom miasta, których nigdy nie widział i nie będzie miał już okazji poznać.

Shin patrzący na zmaltretowanego Leosina, rozpostartego na środku obozowiska kultystów. Pozostawionego na zhańbienie i powolną śmierć. A tuż obok tego Belmor skuty łańcuchami wśród ludzi, których próbował chronić.

Obrazy napływały raz za razem, niczym grzmiący wodospad przybierający na sile po obfitym deszczu. A każda znajdująca się w nim kropla była kolejnym działaniem Kultu niszczącym wszystko na swojej drodze.

Gaspar padający pod ostrzem Rezmir. Tak kruche ciało Shina zmrożone aurą smoka na Skyreach. Palący oddech czerwonego smoka pochłaniający całą ich Rodzinę. A po chwili ciało Gaspara spadające z cichym uderzeniem.

Wszystkie te myśli nie mogły jednak równać się z wściekłością i bólem Kiary, gdy co innego zaprzątnęło jej głowę.

Jej mała Adia krzycząca „mamo!”, gdy siłą zabierali ją z wioski, a ona nic nie mogła zrobić. Miesiące cierpienia jej córki, zmuszenia do rzeczy, których nigdy nie powinna być świadkiem.  Białowłosa Adia niepoznająca własnej matki. Bo przecież „jej matka nie żyje”. A wszystko to na rozkaz Severina.

Nigdy więcej.

– Przykro mi, że wybrałaś złą stronę, Talis. – powiedziała dobitnie. – Przyznam, że zabicie Białej Śmierci nie sprawiło mi przyjemności. Ale jeśli uda ci się przekonać małżonkę Arauthatora do zastąpienia jeźdźca w jej siodle… To zginiesz razem z nią.

Wargi Kiary zadrżały, a oczy wypełniły gorące łzy.

Nie można uratować wszystkich. Ale ona uratuje tych, którzy są dla niej ważni.

– Przykro mi. – powtórzyła po chwili niemal szeptem. – Nie pozwolę wam już nigdy skrzywdzić mojej Rodziny. Nigdy więcej.

Nie otrzymała odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz