środa, 19 marca 2025

Obietnica - Kiara Saaid

 Kim jest bohaterka?

Kiara Saaid to kapłanka bogini Sune pochodząca z Zakhary. Trafiła na Wybrzeże Mieczy w poszukiwaniu swojej córki Adii, która została porwana przez Kult Smoka. W trakcie podróży poznała Gaspara, Shina i Belmora.


    Jakim cudem świat może stać w ogniu, kiedy ona jest tak szczęśliwa?

Została sama w cichnącej świątyni po udanym spotkaniu ze wszystkimi, których kochała (chociaż uczucie żywione do kilku członków KPWM ciężko nazwać „miłością”). Cały wieczór wydawał się zupełnie nierealny po tym, co działo się jeszcze kilka dni temu. A potem Belmor…

Ścianami wstrząsnął odległy dźwięk Draakhornu. Koszmar teraźniejszości wciąż nie dawał o sobie zapomnieć, ale dudniący odgłos rogu wydawał się ledwie docierać do Kiary.

Przeszła kilka kroków, patrząc wprost na olbrzymi witraż przedstawiający jej boginię. Odruchowo uniosła dłoń chcąc dotknąć diademu, jednak szybko opuściła ją na swój pas skrywający w sobie maleńkie dzieła sztuki. W umyśle kapłanki zapadła całkowita cisza.

Odetchnęła głęboko, wyciągając pierwszą z kart. Włosy ognistowłosej bogini wydawały się zrobione z rubinów. I tak zapewne było.

– Pani. – jej pełen oddania szept wydawał się być krzykiem odbijającym się wśród marmurowych ścian. – Ciężko mi nawet złożyć myśli, a co dopiero słowa…  –  zaśmiała się cicho. – Zawsze powtarzałam, że zrobię wszystko, czego sobie życzysz, Pani. Wierzę, że podążam dobrą ścieżką, chociaż… zdarzają się trudne decyzje, które zapewne nie spotkałyby się z Twoją aprobatą. Ale staram się, Pani. Ty jedna wiesz, jak bardzo.

Jeszcze jakiś czas temu uważała się za niegodną spojrzenia Sune. Przez cały atak smoka nie odwróciła wzroku ani na moment. A wszystkiemu, co wówczas zobaczyła, rozpaczliwie chciała nadać znaczenie.

Widziała ten sens w oczach swojej córki. W oczach Belmora. W oczach swoich przyjaciół, braci i sióstr.

Przycisnęła karty do piersi, z których niemal czuła bijące ciepło.

– Twoja potęga zawsze napawała mnie podziwem. I strachem. – powiedziała powoli. – Cała ta podróż… Wszystko, co do tego pory przeżyłam… dyktowane było zesłaną przez Ciebie miłością, Pani. Miłością, której, podobnie jak Tobie, oddałam się zupełnie i całkowicie. Wydawało mi się, że rozumiem jej ból. Do czasu, aż ktoś odebrał mi moją córeczkę. Później widziałam jak moi przyjaciele padają pod mieczem wroga. A to, kiedy wydawało mi się, że muszę skrzywdzić Belmora, by oszczędzić mu jeszcze więcej cierpienia… – pokręciła głową. – Nie znałam prawdziwego bólu, Pani. Ale… najwyraźniej nie znałam też prawdziwego szczęścia.

Pierwszy uścisk Adii po rozłące. Pierwsze oddechy Shina i Gaspara, kiedy ich dusza zdecydowała wrócić z zaświatów.

I wszystkie pierwsze razy z nieco pozbawionym ogłady łowcą głów.

Powoli wyciągnęła dłoń przed siebie, podziwiając niezaprzeczalne dzieło rzemiosła na swoim palcu. Światło dobywające się z tańczących płomieni świec załamywało się malowniczo w wielobarwnych klejnotach, a czasem wydawało się, że to one same pulsują własnym blaskiem.

– Zawsze chciałam zobaczyć cały świat. Zawsze chciałam mieć kogoś, z kim ten świat zobaczę. – wydusiła. – I zawsze, przy kolejnych udzielanych błogosławieństwach i ceremoniach miałam nadzieję, że… że obdarzysz tą łaską również mnie. Byłam tak głupia i zaślepiona… Dziękuję, że natchnęłaś Ssaeryl, żeby wspomóc mnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Dziękuję za wszystko, co mi ofiarowałaś, Pani. Dziękuję, że przy mnie jesteś.

Pociągnęła nosem, odpychając poczucie winy. To wszystko już było. Przed nią przyszłość.

– Tak. – pokiwała głową sama utwierdzając się w tym przekonaniu. – To uczucie… To miłość, której nie znałam. Tak głęboka, tak oddana, niemal taka, jaką darzę Ciebie, Pani. Wydawało mi się, że żywiłam już coś takiego, ale… tamto było niczym susza przy porze deszczowej. – uśmiechnęła się na myśl o zapachu pierwszych kropel uderzających o spękaną ziemię. – Twoja potęga naprawdę poraża, Pani. Bo jak to możliwe, że kiedy tylko o nim pomyślę, moje serce płonie? I to z każdym dniem coraz mocniej.

Napływające do oczu łzy rozmazały cały jej świat. Zaśmiała się głośniej.

– Mungu wa upendo. – skłoniła się. – Przyrzekam, że nie zawiodę. Bo…

Poczuła jak coś przylgnęło do jej pleców i ścisnęło talię. Przerażenie szybko ustąpiło jednak uldze.

– Bo masz o co walczyć. – rozluźniła się na dźwięk głębokiego głosu Belmora.

– Myślałam, że odprowadzasz… Byłeś tu cały czas?

– Mhm.

Uniosła rękę i łagodnie ściągnęła mu kaptur z głowy, by stojący za nią smokowiec stał się widoczny. Spojrzała na niego z dezaprobatą, na co uniósł tylko lekko wargę ukazując kły. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy starł jej łzę z policzka.

– Wiesz co robi się w mojej wiosce, kiedy ktoś złoży ofertę zaślubin? – usatysfakcjonowana zobaczyła błysk ciekawości w jego oczach. – Odseparowuje się narzeczonych, by rodziny mogły przedyskutować posag i wszystkie inne kwestie. Widzą się dopiero podczas ceremonii, by wcześniej nie kusić złych duchów. Tych, którzy zostali tragicznie rozdzieleni przed lub po ślubach.

– Mam lepszy sposób na złe duchy. – warknął, po czym odwrócił ją do siebie i pocałował.

– Najpierw… – z trudem odsunęła się o krok. – Chodź.

Złapała go za dłoń, prowadząc do bogato zdobionej, złotej misy stojącej niedaleko kręgu teleportacyjnego. Oparła ręce o skraj naczynia, widząc swoje odbicie w tafli święconej wody. Jej oczy błyskały czerwienia, zaróżowione policzki tętniły życiem, a refleksy we włosach wyglądały jak magiczne ogniki.

Złożyła modlitwę dziękczynną i rozpoczęła błogosławieństwo. Pełna podziwu dla cierpliwości Belmora, który ani razu nie westchnął, ani nie przewrócił oczami, uniosła mokre dłonie, przykładając mu je do policzków.

– Belmorze Kemranshtaalath. Niech Pani Sune, Ognistowłosa, prowadzi cię w trudnościach i wątpliwościach. Niech zawsze wypełnia twoje serce pełną miłości pasją. Niech czuwa nad tobą, chroni cię i pozwoli ci… i niech pozwoli ci wrócić do mnie i do wszystkich, którzy kochają ciebie, i których kochasz ty. – uśmiechnęła się. – Na akubariki. Niech ci błogosławi. Teraz i zawsze.

Kiedy stanęła na palcach straciła równowagę i niemal wpadła do stojącej obok misy. Przygotowany na to Belmor złapał ją z łatwością, wzdychając rozbawiony.

Po czym znów ją pocałował. I tym razem Kiara nie odsunęła się ani na moment.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz