poniedziałek, 24 marca 2025

Piękno jest względne - Thessalia Vizsla

Kim jest bohaterka?

Thessalia Ovvu z klanu Vizsla jest kobietą przed 30-stką, która niedawno została pełnoprawnym Rycerzem Jedi i otrzymała uczennicę. Jako Mandalorianka przestrzega Resol'nare i zasad Obyczaju. Przeżyła jednak traumatyczne zdarzenie podczas Prób, co dogłębnie ją zmieniło.


        Concordia jest piękna.

        Ta refleksja uderzyła mnie z mocą wodospadu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio pomyślałam o czymś w kategoriach sugestywnej estetyki. Jeszcze niedawno kuzynka Nir’she wypomniała mi ten brak z olbrzymim niesmakiem.

        Ale teraz?… teraz zamykam oczy i pozwalam, by szum wody uderzającej o poniższe klify wypełnił moje myśli. Tak. To miejsce jest naprawdę piękne.

        Nowy naramiennik promieniował chłodem, ale nie było to nieprzyjemne. Nienachalnie przypomina mi osobę, która go wykonała.

        Wiesz, prawda? Nie muszę ci tego mówić?

        Oczywiście, że nie musisz, ojcze. Wiem. Zawsze wiedziałam. Chociaż… czasem żałuję, że mam w sobie więcej ciebie niż matki. Chciałabym wykrzyczeć ci wszystko – jak tęskniłam, jak cierpiałam, jak bolało słuchanie, że twoja praca życia przepadła przez nieodpowiedzialnego syna, który nie zasługiwał na klan, w którym przyszedł na świat.

        Ale ty też to wiesz. I nie muszę ci tego mówić.

        Wystarczy wspomnieć, że ja wykonam swoje obowiązki. Doskonale wiesz, dlaczego to powiedziałam. I wiesz, że cię nie zawiodę.

        Tak, bycie jak matka byłoby łatwiejsze. Może potrafiłabym wtedy znaleźć właściwe słowa, by pomóc Y’venette… Y’ve. Tak, Y’ve. Może byłabym dla niej oparciem, którego potrzebuje od swojej Mistrzyni. Ale ja zawsze wolałam działać niż mówić. To dość kłopotliwa cecha Jedi, ale idealnie określa Mandalorianina.

        Oby Dharan zastosował się dziś do mojej wiadomości… z tym, że obrażenia jego tylnej części ciała nie wyglądały szczególnie zachęcająco.

        Dostarczę mu dodatkowe środki przeciwbólowe i kompresy chłodzące, te na Walkirii miały już swoje lata i zapewne są mało efektywne. Oczywiście zrobię to tylko dlatego, że gdyby musiał teraz awaryjnie pilotować X-Winga, jego stan fizyczny znacznie obniżyłby poziom umiejętności. Rozpraszał go. Tak, to dobry powód.

        Westchnęłam. Nie, Thessalio. Chcesz mu oszczędzić dyskomfortu, bo zależy ci na jego dobrym samopoczuciu. Dlaczego przyznanie się przed sobą do tak prozaicznych rzeczy wymaga tyle wysiłku?

        Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Nie dlatego, że jej nie znam, ale dlatego, że powiedzenie czegoś na głos czyni to realnym. A w tym momencie nie mogę się rozpraszać, zbyt wiele przede mną.

        Stan emocjonalny Y’venette jest w tym momencie dość niestabilny. Niepewność, chaos, przytłoczenie. Jestem zobowiązana do nauczenia jej zachowania spokoju, przepracowania tych emocji. Czy czuję się do tego odpowiednia? Wykwalifikowana? Nie.

        Dlatego dziś liczę na kogoś, kto rozumie ją lepiej.

        Oczywiście, chciałabym być teraz na Walkirii - jednym z moich postanowień było nie odseparowywanie się od innych, ale tym razem to zły pomysł. Medi i Dharan tolerują moje towarzystwo tylko dlatego, że otrzymali takie rozkazy. Poza tym mam wrażenie, że Y’venette przez jakiś czas wolałaby zachować ode mnie dystans.

        Nie mogę jej za to winić. Moja bezpośredniość zdecydowanie nie poprawiła sytuacji. Zasługiwała jednak, by usłyszeć wszystko, co jej dotyczy lub może dotyczyć.

        Jutro zaczniemy śledztwo i trening. W wystarczającym stopniu zajmie jej to myśli.

        Poradzi sobie. Jest silna, chociaż tego nie dostrzega. Instynkt każe jej uciekać, chować się za innymi. Ale to tylko dziki odruch. Wszystko da się przezwyciężyć. Wszystko można wyuczyć na nowo.

        To daje… nadzieję.

        Nigdy w nią nie wierzyłam. Zawsze wydawała się płonnym życzeniem tych, którzy mają zbyt mało siły woli, żeby coś osiągnąć. Nie zostawiałam niczego „nadziei”, a jeśli coś było poza moim zasięgiem uznawałam fakt i konsekwencje. Nadzieja tkwiła w sferze, w której zostawiłam coś równie niedorzecznego jak marzenia.

        Po co one, skoro masz obowiązki?

        A jednak… może nie jest to tylko opium dla słabych jak wcześniej sądziłam.

        Nie wiem dlaczego to rozważam. Może to Y’venette i jej walka o odnalezienie własnej tożsamości. Może to Dharan i jego pozbawiony rozsądku ośli upór. Może to ja sama, powoli dostrzegająca, że rzeczywistość nie składa się wyłącznie z chłodnych kalkulacji.

        To nie znaczy, że nagle zacznę ufać ślepym życzeniom. Nadzieja nadal nie jest strategią, nie pomaga osiągnąć celu. Ale może nie jest też słabością. Może.

        Odetchnęłam głęboko. Kilkaset metrów pod moimi stopami fale rozbijały się o skały - zupełnie niewzruszone burzami targającymi osoby nad nimi. Czy w tym szumie słyszę szyderczy śmiech z tych, którzy łudzą się, że cokolwiek na tym świecie jest niezmienne?

        Uśmiechnęłam się lekko. Spodziewałam się, że powrót tutaj będzie bolesny. Że będę czuła się tu obco. Źle. Że stanę na krawędzi przeszłości i znów poczuję się bezsilna wobec tego, co było i czego nie mogłam zmienić.

        Tymczasem czuję się silniejsza niż kiedykolwiek.

        Po raz pierwszy nie zaprzeczam własnym niedoskonałościom. Nie chowam ich za plastalową ścianą obojętności. Ból i strata nadal są częścią mnie – gdy rozważałam z ojcem możliwe scenariusze wydarzeń na Volinus, musiałam wstrzymać emocje, które chciały wyrwać się na zewnątrz. Nadal walczę ze sobą przy najdrobniejszych gestach empatii wobec innych. Ale w tych zmaganiach jest coś…

        Pięknego.

        To absurdalne, że to teraz dostrzegam. Wokół mnie wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, więcej wątpliwości niż pewników. Y’vene…- to znaczy Y’ve i ja mamy przed sobą drogę pełną przeszkód. Odczuwam jednak cień pewności nie poparty żadnym dowodem, że pomimo trudności nam się uda.

        Powinnam udać się na trening. Zbyt wiele myśli wypełnia mi głowę, a ciało domaga się działania. Nic więcej nie wymyślę.

        Zbadaj. Przemyśl. Zrozum. Rozwiąż problem.

        Ostatni raz spojrzałam na widok, który każdemu zaparłby dech w piersiach. Odruchowo dotknęłam beskarowej rękojeści miecza. Porozmawiam z matką, kiedy oczyszczę umysł.

        Teraz dochodzę do wniosku, że babka ma rację. Opuściłam się w umiejętnościach. Czas wziąć się do pracy.

        Odwróciłam się plecami do przepaści szumiącej echem fal. I ruszyłam przed siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz