sobota, 5 kwietnia 2025

Zbyt słaba - Thessalia Vizsla

 Kim jest bohaterka?

Thessalia Ovvu z klanu Vizsla jest kobietą przed 30-stką, która niedawno została pełnoprawnym Rycerzem Jedi i otrzymała uczennicę. Jako Mandalorianka przestrzega Resol'nare i zasad Obyczaju. Przeżyła jednak traumatyczne zdarzenie podczas Prób, co dogłębnie ją zmieniło.


    I kto tu się zagubił Thessalio? No powiedz, kto?

    Próbujesz dopasować do siebie zbroję, na którą nie zasłużyłaś. Której nie zdobyłaś. Jesteś tak marną mandalorianką, że nawet beskar dają ci z litości. Jak wytłumaczysz innym noszenie tego pancerza? Nie wygrałaś tylu bitew, nie pokonałaś tylu wrogów.

    Dzięki niej będę skuteczniejsza. Przeżyję. Wykonam zadanie i zginie mniej osób.

    Och błagam, próbujesz się teraz wykpić dobrem innych? Czyli znów odgrywasz świętoszkowatą Jedi, rozumiem. Bardzo walecznie broniłaś swojego stanowiska, ciężko temu zaprzeczyć. Powiedz mi, kiedy zmieniłaś zdanie co do tego, że Zakon powinien wkroczyć na wojenną ścieżkę?

    Kiedy dowiedziałam się, że siostry Eawerti są…

    NIE KŁAM! Słyszysz mnie nie bez powodu, więc raz jeszcze. Kiedy zmieniłaś zdanie?

    …Kiedy Seraya zapytała o to, co moim zdaniem zrobiłby Khan.

    Mistrz. Przyjaciel. Wzór. Jedyny, od którego nie mogłaś się odsunąć, bo zawsze musiał być obok. Pamiętasz, co sobie mówiłaś, kiedy pierwszy raz spodobało ci się jak się śmieje?

    Że to nic takiego. To mój Mistrz. Przecież każda uczennica podziwia swojego Mistrza. To normalne.

    Dobrze, dobrze, wróćmy do tematu. Podczas rozmowy z Serayą tak naprawdę zmieniłaś zdanie, bo…

    …Bo przestraszyłam się, że Rauth go znajdzie tak, jak chciał znaleźć Nathaniela. Bałam się, że będzie następny. Że znów nie zdążę na pomoc. Że znajdę go tak, jak Dorna.

    Brawo, brawo! Niezwykła ta droga Jedi, którą obrałaś. Jak to szło? „Nie przywiązujemy się, to powoduje podejmowanie pochopnych i lekkomyślnych decyzji”… ładnie sobie usprawiedliwiłaś własne uczucia. Zbyt słaba na mando, zbyt słaba na Jedi. I ty kogoś UCZYSZ? Czy ona przypadkiem ostatnio nie podejmowała lepszych decyzji od ciebie? Czy to nie jej wszyscy słuchają? Czy…

    DOŚĆ!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Zacisnęłam dłoń na beskarowym naramienniku, czując na plecach chłodne krople potu. Odetchnęłam głęboko. Nie słyszałam tego głosu od dawna, odkąd zamknęłam go w stalowej klatce dyscypliny i braku zbędnych myśli. Zaniedbałam się. To nie może się powtórzyć.

    Strach. Zwątpienie. Niepewność. Samotność.

    Żadne z nich mi nie pomoże. Ale wiem, że dopuszczanie do siebie tych odczuć jest naturalnym skutkiem wpuszczenia do mojego życia pozytywnych emocji. Równoważą się. Harmonizują.

    Podniosłam rękę na wysokość oczu, obserwując jak palce drgają bezwolnie. Zacisnęłam pięść, a wbijające się w dłoń paznokcie lekko mnie otrzeźwiły. Nie mam czasu na brak pewności. Wiem, co robić. 

    Drzwi otworzyły się nagle, podskoczyłam lekko zaskoczona tym, jak bardzo straciłam czujność.

    - Thess, wylatujemy za dziesięć minut, dasz radę?

    - Tak, Y’ve. Dojdę z tym do ładu i spotkamy się na lądowisku.

    Kiwnęła głową i wyszła. Schowałam twarz w dłoniach, masując powoli skronie. Znam swoje priorytety. Jednak wcześniejsze pytanie o to, czy poradzę sobie w boju mnie… ubodło? Tak. Ale też dało perspektywę.

    Bo zawahałam się przed odpowiedzią.

    Rozejrzałam się po pokoju, chwytając datapad w dłoń. Jest tylko jedna osoba, z którą nie miałam czasu porozmawiać, chociaż tak bardzo chciałam. Jedna osoba, która chroniła mnie przed strachem, zwątpieniem, niepewnością i samotnością, a nawet nie wie dlaczego i jak bardzo tego potrzebowałam.

    A co jeśli Rauth lub Rhaic wyślą mnie do Hali Przodków? Albo zbłąkany odłamek czy przypadkowy blast?

    Włączyłam nagrywanie.

    - Jest... – zaczęłam, szukając kolejnych słów. – Jest wiele rzeczy, które…

    Kliknęłam stop. Usunęłam wiadomość i rzuciłam datapad na stojące przy ścianie łóżko.

    Co ja wyprawiam? Już nie jestem tchórzem. Stanę do bitwy i zwyciężę. Nie zostawię go z jedną, ckliwą wiadomością o tym, jak to całe życie się bałam. Czuję wstyd, że coś tak idiotycznego przyszło mi do głowy.

    Znam swoje słabości. Ale nie jestem słaba. Do tego już doszłam, czas by przy tym trwać.

    Westchnęłam, patrząc na narysowanego konika hasającego po antycznej ścianie. Ech, Y’venette. Dlaczego nie wprowadziłaś swojego chaosu do mojego uporządkowanego życia wcześniej?

    Może teraz byłabym mądrzejsza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz